Scroll to Content

Wspomniany w tym wątku wpis jest moim wspomnieniem i został napisany około trzy lata temu. Chcę go jednak tutaj umieścić jako pamiątkę dla samego siebie. Tekst został nie zmieniony celowo, by zachować to co wówczas czułem…Od tego czasu moje doświadczenie zdecydowanie wzrosło. Zacząłem też uprawiać wspinaczkę, jeździć w różne rejony górskie. Dzisiaj z sentymentem wspominam ten czas, a odczucia z tamtego okresu wywołują u mnie śmiech:)


O zimowym kursie turystyki wysokogórskiej w kilku słowach:) Zacznę może od tego jak sporo czasu niepotrzebnie zabrało mi zdecydowanie się na taki kurs…Nie żebym nie chciał, miał obawy etc…wiedziałem, że tego chcę od dawna, ale jakoś po przeliczeniu wszystkich kosztów kursu zawsze miałem wyrzuty sumienia, że jest tyle innych rzeczy i ludzi, którzy potrzebują praktycznej pomocy często finansowej i materialnej a ja tutaj sobie w najlepsze funduje takie rzeczy (nie mówiąc o kosztach całego osprzętu itp.).
Ostatecznie ten etap też został w mojej głowie rozwiązany i jak się później okazało był to świetny wybór:)

Pora była podjąć kroki w postaci wybrania kursu i zapisania się na niego bo samo myślenie o nim do niczego nie prowadzi:) Wybór padł na Betlejemkę i Polski Związek Alpinizmu…Termin starałem się wybrać taki, aby trafić pełne warunki zimowe….co jak czas pokazuje nie miało aż takiego znaczenia, gdyż zima tamtego roku w tatrach nie odpuszcza i spokojnie kwiecień jest nadal atrakcyjny jeżeli chodzi o aurę zimową.
Wszystek sprzętu kompletowałem za w czasu, jedynie obuwie zimowe zakupiłem na kilka dni przed bo stwierdziłem, że to co mam pod raki półautomaty w mrozie i cały dzień w terenie to może nie wystarczyć. Żeby było ciekawie na 1 dzień przed rozpoczęciem kursu dowiedziałem się, że zostało ostatnie wolne miejsce więc jestem przyjęty:) Taa to nie pomogło w spakowaniu się, ale dałem radę:]

Ekscytacja sprawiła, że nagle spać się odechciało więc “draga” na spanie zapodałem co by choć trochę się z próbować zdrzemnąć, gdyż o 3 nad ranem w Sobotę pobudka i w drogę ku “przygodzie”:) Pobudka “bolała” szczególnie jak za oknem śnieżnie i zimno…szybka odprawa, do auta i w drogę do Brzezin…O 06:00 już na szlaku w drodze do Betlejemki. Aura była cudna: biały puch padał z nieba pokrywając wszystko i tworząc tym samym bajkową scenerię…Droga do celu mijała spokojnie w ciszy i zupełnej samotności…

Już za niecałe dwie godziny miałem spędzić kilka dni w górach. Jak się później okazało te chwile były dla mnie osobiście wspaniałe:) Na dodatek w super towarzystwie – z ludźmi, którzy również dzielą to samo zamiłowanie do gór:) Nasza ekipa okazała się zgraną, solidarną i wesołą “paczką”, którą oczywiście serdecznie pozdrawiam:) Było wesoło, kształcąco, zimowo i pięknie. Nabyte umiejętności napewno wykorzystam w przyszłości, zwiekszą one bezpieczeństwo moje oraz przyszłych towarzyszy górskich wędrówek, którzy się zdecydują na udział w wyprawach pod moją opieką:) Za rok w planie kolejny kurs, tym bardziej bardziej zaawansowany…

Szczerze mówiąc mógłbym się sporo rozpisać w tym temacie, ale tym razem uznałem, że kilka zdjęć poniżej posłużą za opis…Nie będę już tego rozdrabniać i tworzyć “książki”:) Ot zapraszam do galerii poniżej:

Written by:

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *