Scroll to Content

Zaczynam odkrywać, że podczas moich podróży coraz większą uwagę przykuwają ludzie, których spotykam na swojej drodze. Coraz to częściej mój obiektyw aparatu jest kierowany w ich stronę…Lubię wchodzić w interakcję, poznawać ich codzienne życie w danym miejscu, obserwować codzienność…

Moim głównym celem wyjazdu do Gruzji było zdobycie góry Kazbek (o tym w osobnym poście) co sprawiło, że większość mojego pobytu tam spędziłem w górach. Udało się jednak kilka dni spędzić wśród miejscowych ludzi. Ten pobyt wystarczył, aby doświadczyć gościnności, otwartości ludzi, temperamentu i umiejętności gruzińskich kierowców, a także sympatii jaką żywią do Polaków.

Szewc – jego syn studiował w Łodzi.

Kierowcy są brawurowi w swojej jeździe…Gestykulują, trąbią, jeżdżą energicznie, a w rejonach górskich potrafią cię wywieźć takimi drogami, że cieszysz się jak wysiadasz oraz z tego, że to nie był twój samochód:) Ruch prawostronny, a dopuszczenie aut z kierownicą po prawej stronie tworzy dodatkowo atrakcje. Kierowca przy wyprzedzaniu musi najpierw wysunąć połowę samochodu na przeciwległy pas, aby zobaczyć czy coś jedzie…To sprawia, że siedząc jako pasażer czasami masz ochotę krzyczeć lub zamknąć oczy:) Krowy na ulicach? Taa tego nie mogę do tej pory zrozumieć dlaczego dla stada krówek bardziej atrakcyjny jest betonowy most (chodzą, gdzie chcą) niż pięknie zielona łąka…

Młody gruzin prezentujęcy swoje prace. Wyszywane ręcznie obrazy w kawałku skóry.

Aby pisać o gościnności w sposób obszerny potrzeba więcej czasu być w danym miejscu, więcej rozmawiać i przebywać wśród ludzi, podróżować po kraju….Mimo krótkiego pobytu udało mi się jej elementy doświadczyć.  W Gruzińskim domu, kiedy nocowałem tylko jedną noc, właściciel wieczór przyszedł z gruzińskim winem. Nie do końca było to dobre połączenie, gdyż wcześniej raczyłem się czaczą, ale ciekawie to wspominam:) Innym razem poczęstunek wypiekami, sugestie aby w domu i kuchni czuć się jak u siebie, podwózka z przystanku do hostelu itp.
Nie czułem też, aby na każdym kroku ktoś chciał zrobić na mnie interes i zarobić. Owszem w Maszrutkach się ceny negocjuje i mogą być różne, ale to w miarę normalne, że taryfy chcą zarobić i tutaj pasuje się kierować rozsądkiem. W miejscach mniej turystycznych ludzie są bardziej otwarci i nie nastawieni na kasę niż w tych obleganych przez turystów, ale tak jest chyba prawie wszędzie…

Gruzinka na lokalnym rynku.

Sympatia do Polaków? Owszem tak jest ona odczuwalna….To nie oznacza, że będą Cię nosić na rękach i należy popaść w samouwielbienie, ale zdecydowanie to, że jest się polakiem w większości sytuacji pomaga w nawiązaniu kontaktu, otwarciu wielu drzwi i ogólnie dobrej atmosferze. Miałem sytuacje w których to, że jestem polakiem sprawiało, że nasza rozmowa od razu nabierała innego wymiaru:) W meteostacji (schronisko w drodze na Kazbek) wywieszona była dużą polska flaga, na zewnątrz upamiętniająca tabliczka śmierci byłej pary prezydenckiej. Z kolei  imieniem prezydenta Kaczyńskiego nazwano jedną z ulic w Tbilisi  oraz imiona tragicznie zmarłej pary prezydenckiej otrzymał najbardziej okazały bulwar w Batumi. W ostatnich latach to chyba „antyputinowski” sojusz za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego sprawił, że przyjaźń polsko-gruzińska stała się silniejsza choć to uczucie trwa już prawie od dwóch wieków…Dla nas całe to nastawienie sprawia, że jest to często wybierany kierunek podróży przez Polaków.

Gruzińskie kobiety na lokalnym rynku.

Ja bardzo miło wspominam swoją wizytę na lokalnym rynku przy jednej ze stacji, gdy oczekiwałem na transport. Spacerując po rynku dostrzegłem klimat tego miejsca, ludzi, którzy przychodzą tutaj do pracy, codzienne życie… Postanowiłem wyciągnąć aparat i nieśmiało zacząłem fotografować tutejszych ludzi, starając się darzyć ich dużym szacunkiem i z uśmiechem zaczynać rozmowę pomimo barier językowych…. Wzbudziłem tym duże zainteresowanie, ale do tego stopnia pozytywne, że byłem zaczepiany, wołali mnie ludzie ze swoich stanowisk, chcieli sobie robić zdjęcia…Przy tym byli bardzo otwarci i radośni, nie wszyscy chcieli być fotografowani choć z czasem za moją namową przełamywali swoje opory….

Gruzińska kobieta na lokalnym rynku w Tbilisi.

Pytali mnie skąd jestem, co tutaj robię i czy podoba mi się w Gruzji. Z niektórymi z nich zamieniłem trochę więcej słów, z innymi z kolei za pomocą gestów przebiegała rozmowa. Uśmiech jednak jest rozpoznawalny na całym świecie:) Miłe było to, że Ci wszyscy ludzie na tym rynku byli jak rodzina. Wołali siebie nawzajem i chcieli mieć wspólne zdjęcia, z sąsiadem ze stoiska obok…Prawdopodobnie zwykła ich codzienność została przełamana moją dziwną osobą z aparatem:-) Z tak miłym entuzjazmem i otwartością ludzi podczas robienia zdjęć jeszcze się nie spotkałem nigdzie…aby w jednym miejscu była tak rodzinna i wesoła atmosfera, że sam poczułem się jak nie obcy, lecz jak w domu.

Poniżej jeszcze kilka zdjęć z tego wydarzenia. Mała dziewczynka w koszulce „Frozer” miażdży – była bardzo nieśmiała, ale na koniec jak pokazałem jej zdjęcie na aparacie to się uśmiechnęła:)

Na koniec gruzińskie chłopaki….Nie wiem czy to bracia bo nie mogliśmy się zrozumieć, ale jeden drugiego przyciągnął bo nie chciał być sam na zdjęciu lecz z towarzyszem. Super postawa!

Gruzińskie chłopaki:)

Chłopak w koszulce Nike ujął mnie za serce. Gdy już opuściłem teren rynku i szedłem swoją drogą, oddalony od tego miejsca kilkaset metrów dalej coś zaczepiło mnie z tył za koszulkę…Obracam się, a to ten chłopak, który przebiegł tyle drogi tylko po to by się jeszcze ze mną pożegnać. Przybiliśmy sobie piątkę, uścisnąłem jego dłoń i z uśmiechem na ustach oraz skruszonym sercem ruszyłem dalej….

Written by:

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *